Amerykanie mocno naciskali. Żołnierze USA nie będą podlegać polskiemu prawu

Amerykanie uzależnili przeniesienie swego dowództwa korpusu do Polski od podpisania specjalnego porozumienia wojskowego, które zapewni ich żołnierzom szczególny status w naszym kraju.

Z informacji Onetu wynika, że rząd zgodził się na wyłączenie personelu amerykańskiego spod polskiej jurysdykcji oraz eksterytorialność amerykańskich baz. Dodatkowo zapłacimy za budowę infrastruktury wojskowej dla Amerykanów.

Ostanie kilka miesięcy były bardzo gorące dla ministra obrony Mariusza Błaszczaka. To właśnie kierowanemu przez niego resortowi premier Mateusz Morawiecki powierzył trudne negocjacje nowej umowy dotyczącej zwiększania w naszym kraju amerykańskiej obecności wojskowej. Sojusznicy od momentu przystąpienia do rozmów stawiali jednak bardzo twarde warunki zarówno finansowe, jak też dotyczące statusu ich wojsk w Polsce.

Dodatkowo wypracowanie porozumienia skomplikowała wiosenna deklaracja prezydenta Donalda Trumpa o szybkim wycofaniu żołnierzy Stanów Zjednoczonych z Niemiec oraz wybory prezydenckie w Polsce.

Amerykanie mocno naciskali

Czerwcowa, przedwyborcza wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Stanach Zjednoczonych oprócz sukcesu propagandowego nie przyniosła żadnych konkretów. Prezydent po tej wizycie dostał od komentatorów tym większe cięgi, że przed wylotem do Waszyngtonu w mediach pojawiły się informacje o tym, że spotkanie z Trumpem zaowocuje znacznym zwiększeniem liczby amerykańskich żołnierzy w Polsce, przeniesieniem do nas stacjonującej do tej pory w bazie w Niemczech 480. Eskadry Sił Lotniczych USA dysponującej myśliwcami F-16 i europejskiego dowództwa 5. korpusu wojsk lądowych stacjonującego w stanie Kentucky w USA.

Przede wszystkim jednak Duda i Trump w Waszyngtonie mieli podpisać nową umowę o współpracy wojskowej. Problem w tym, że nie została ona przez ministerstwo obrony wynegocjowana na czas.

— Narracja resortu obrony była taka, by do tematu wrócić po wyborach — mówi nasz informator. — Amerykanie jednak mocno naciskali na podpisanie deklaracji. Chcieli jak najszybciej ogłosić wycofanie swoich wojsk z Niemiec. Wysyłali sygnały, że jeśli nie dojdziemy do porozumienia, to ich wojska ominą Polskę i trafią do Rumunii oraz Turcji. Potem jako miejsca przeniesienia żołnierzy USA pojawiły się kraje Europy Zachodniej, czyli Włochy i Belgia. Udało nam się jednak zostać przy stole negocjacyjnym, a nawet wpłynąć na Amerykanów, by informację o dyslokacji wojsk z Niemiec podali do wiadomości dopiero po naszych wyborach prezydenckich.

Pod koniec lipca Pentagon rzeczywiście ogłosił wycofanie z Niemiec prawie 12 tys. żołnierzy sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Ponad połowa z nich ma wrócić do USA, w tym cała brygada zmotoryzowana z Bawarii. Reszta zostanie rozdysponowana głównie między Belgię i Włochy. Sekretarz obrony Mark Esper zaznaczył jednak, że możliwe jest umiejscowienie rotacyjnego dowództwa szczebla korpusu w Polsce, jednak pod warunkiem osiągnięcia dwustronnego porozumienia Waszyngton–Warszawa.

Spotkanie na szczycie

Wtedy również w Polsce wydarzenia nabrały większego tempa. Na piątkowe popołudnie 31 lipca prezydent Andrzej Duda zwołał w swym Biurze Bezpieczeństwa Narodowego nadzwyczajne spotkanie z udziałem m.in. premiera Morawieckiego i ministra Błaszczaka. Prezydent i premier chcieli od szefa MON dowiedzieć się, jak wygląda stan negocjacji w sprawie porozumienia wojskowego z Amerykanami.

Sprawy przybrały jednak niecodzienny obrót. Tego dnia rano amerykańska ambasador Georgette Mosbacher na Twitterze napisała: „Świetna wiadomość! USA i Polska zakończyły negocjacje nad Wspólną Deklaracją Współpracy Obronnej (EDCA), która wprowadzi w życie wspólna wizję naszych prezydentów dotyczącą amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce. Dziękuję wszystkim, którzy ciężko nad tym pracowali!”. Dopiero później podobny komunikat wystosował też minister Mariusz Błaszczak. Z naszych informacji wynika, że ta sprawa zaskoczyła najważniejsze osoby w państwie.

— Rzeczywiście dziwne jest to, że najpierw ambasador amerykańska poinformowała, że rozmowy się zakończyły, a dopiero potem pojawiły się komunikaty z naszej strony – uważa Tomasz Siemoniak, poseł PO i były minister obrony narodowej.

Tego dnia po południu, na spotkaniu w BBN minister Błaszczak poinformował prezydenta Dudę i premiera Morawieckiego o szczegółach polsko-amerykańskiego porozumienia wojskowego. Do wiadomości publicznej przekazano jednak bardzo lakoniczną informację. Z komunikatu, który po spotkaniu opublikował na swojej stronie BBN wynika jedynie, że polsko- amerykańskie negocjacje o współpracy obronnej zostały zakończone, a w Polsce zostanie umieszczone dowództwo 5. korpusu. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że zostanie ono ulokowane w Elblągu. Za kilka dni ma zostać też ogłoszone nazwisko amerykańskiego oficera, który obejmie dowództwo.

Kulisy twardych negocjacji

Onet poznał kulisy negocjacji i zna zapisy porozumienia, o których BBN nie wspomina. Najtrudniejszym elementem negocjacji była tzw. SOFA (Status of Forces Agreement, czyli porozumienie o statusie amerykańskich wojsk w naszym kraju). SOFA określa prawne zasady stacjonowania armii USA w Polsce, w tym odpowiedzialność żołnierzy amerykańskich i pracowników cywilnych wojska, którzy stacjonują na terenie naszego kraju.

Najpierw kilka słów wyjaśnienia. Już w tej chwili mamy amerykańskich żołnierzy w Polsce — zmieniają się rotacyjnie. Zasady ich stacjonowanie reguluje kilka dokumentów m.in. NATO SOFA, umowa polsko-amerykańska (także zwie się SOFA), ustawa o zasadach pobytu wojsk obcych na terytorium Polski oraz zasadach ich przemieszczania się przez nasze terytorium.

Porozumienia te mówią o tym, że w sprawach karnych Polska ma pierwszeństwo, czyli jest upoważniona do ścigania i karania amerykańskich żołnierzy, którzy popełnią czyny zabronione przez polskie prawo. Są jednak wyjątki. Zgodnie z umową SOFA istnieje możliwość zrzeczenia się przez stronę polską na rzecz amerykańskiej pierwszeństwa w sprawowaniu jurysdykcji karnej wobec ich personelu wojskowego. Dzieje się tak wówczas, gdy żołnierz dopuści się przestępstwa podczas wykonywania obowiązków służbowych.

Polska policja nie zatrzyma żołnierzy USA

Z naszych nieoficjalnych informacji, potwierdzonych w kilku niezależnych źródłach związanych z wojskiem i urzędnikami państwowymi, wynika, że jeżeli nowa SOFA zostanie ratyfikowana, żołnierze amerykańscy zostaną całkowicie wyłączeni spod polskiej jurysdykcji.

— Żołnierze USA, nawet jeśli popełnią przestępstwo niezwiązane ze służbą, to nie będą podlegać prawu polskiemu lecz amerykańskiemu — mówi nasz rozmówca i wyjaśnia, że chodzi o takie przestępstwa, jak rozboje poza terenem bazy, gwałty, spowodowanie wypadków komunikacyjnych pod wpływem alkoholu, itp. — Takiego żołnierza przejmą amerykańscy żandarmi, przetransportują do swojej bazy i odeślą do USA, gdzie będzie sądzony — dodaje nasz informator.

Polacy nie wejdą do baz USA

Kolejnym ustępstwem na rzecz Amerykanów zapisanym w nowej umowie jest zgoda na eksterytorialność ich baz na terenie naszego kraju. Polacy nie będą mieć wglądu w to, co tam się znajduje, ani nie będą mogli wejść na ten teren bez wyraźnej zgody.

— Były przypuszczenia, że jeśli chcemy zatrzymać Amerykanów u siebie, to być może nie mamy innego wyjścia, jak tylko zgodzić się na te żądania. Zresztą nie byłbym do końca krytyczny. Przypomnę, że Bundeswehra również nie ma wejścia na teren baz amerykańskich w Niemczech. Oby te ustępstwa nam się opłaciły — komentuje Marek Świerczyński, analityk z serwisu „Polityka Insight”.

Innego zdania jest Tomasz Siemoniak. — Najwyraźniej tak przyspieszono wysiłki, by przynajmniej w tych dwóch punktach zmienić regulacje, a interes Polski stał się walutą, którą zapłacono za spotkanie trzy dni przed wyborami prezydenta Dudy w Białym Domu. Zresztą po komunikacie Pentagonu o przenoszeniu wojsk z Niemiec sytuacja dla polskiego rządu stała się naprawdę trudna — mówi były szef MON.

Oddamy Amerykanom obiekty wojskowe

To jednak nie jedyne kompromisy na jakie zgodzili się polscy negocjatorzy. Amerykanie, jak mówią nasze źródła, zapewnili sobie również przekazanie im niektórych ważnych polskich obiektów wojskowych. Chodzi m.in. o bazę lotniczą w Powidzu oraz cześć poligonu w Drawsku Pomorskim razem ze znajdującą się tam infrastrukturą wojskową. Polska strona wzięła też na siebie cężar sfinansowania budowy i remontu obiektów, z których będzie korzystać armia Stanów Zjednoczonych.

— Koledzy z USA są wyśmienitymi graczami, są też bardzo pragmatyczni. Obawiam się, że mając miernych partnerów negocjacyjnych po drugiej stronie stołu potrafili ugrać jak najwięcej dla siebie. Chodzi o różne aspekty tej umowy, począwszy od zupełnego wyłączenia ich personelu z jurysdykcji i prawa polskiego, poprzez tracenie przez nas na ich rzecz aktywów wojskowych, na przykład chodzi o poligon drawski — mówi gen. Mirosław Różański, były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych. — Niepokoi mnie też to, że te negocjacje są prowadzone w sposób zakulisowy. Rządzący chcą na szali postawić wszystko, byle tylko społeczeństwu komunikować, że będą w Polsce Amerykanie, którzy zapewnią nam bezpieczeństwo. Proszę zauważyć, że nikt nie mówi o stanie polskiej armii.

Polsko-amerykańska umowa wojskowa, aby wejść w życie musi zostać zaakceptowana przez parlament i podpisana przez prezydenta. Jesienią, jak powiedział w rozmowie z Onetem Tomasz Siemoniak, na jej temat będą dyskutować posłowie sejmowej komisji obrony narodowej.

EDYTA ŻEMŁA

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*