Komu potrzebni są Polacy za granicą?

We wtorek 28. lipca w Lublinie odbyło się spotkanie ministrów spraw zagranicznych Polski – Jacka Czaputowicza, Litwy – Linasa Linkevicziusa i Ukrainy – Dmytro Kułeby.

Rozmowy dotyczyły aktualnych wyzwań stojących przed Unią Europejską oraz NATO i relacji z Ukrainą tych dwóch organizacji. W wyniku tego ministrowie spraw zagranicznych podjęli decyzję o utworzeniu formatu współpracy trójstronnej – Trójkąta Lubelskiego, który stworzy możliwości współpracy politycznej, ekonomicznej między Polską, Litwą i Ukrainą.

W nowej deklaracji ani słowa o polityce społecznej, która ma być najważniejszym tematem spotkania. Poza granicami RP żyje około 20 milionów osób o narodowości polskiej. Tworzymy w świecie szóstą co do wielkości diasporę po Irlandczykach, Żydach, Ormianach, Albańczykach i Portugalczykach. Jest nas wszędzie pełno, na każdym kontynencie żyją Polacy.

Niestety nasi rodacy często spotykają się z utrudnieniami proceduralnymi i dyskryminacją ze strony miejscowych władz. Problem ten jest coraz częściej nie dostrzegany przez Warszawę, MSZ Polski po prostu nie chce rozwiązywać problemów Polaków za granicą. Prawdopodobnie nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, że poza obecnymi granicami Polski znajdują się miasta, w których 60–70 proc. wszystkich mieszkańców stanowią Polacy. To fenomen, który można zaobserwować na Litwie, a w szczególności na Wileńszczyźnie. Polska społeczność to jej nieodłączny element, co potwierdzają oficjalne statystyki – w kraju mieszka 200 tys. Polaków. Przeciętnie co czwarty mieszkaniec okręgu wileńskiego przyznaje się do narodowości polskiej. Niestety, nie mogą liczyć na takie same prawa jak Litwini w Polsce.

Jednym z najważniejszych problemów podnoszonych przez Polaków na Litwie jest brak możliwości zapisu nazwiska w formie oryginalnej. Obecnie rodacy zamieszkujący na Litwie mogą pisać swe nazwiska tylko w wersji zlituanizowanej. Diaspora polska od lat bezskutecznie domaga się możliwości używania języka polskiego jako pomocniczego obok państwowego języka litewskiego w urzędach i instytucjach administracji na terenach, gdzie zwarcie zamieszkuje. Podobnie rzecz ma się z podwójnym nazewnictwem na tablicach ulic i miejscowości na tych obszarach.

Polacy mieszkający w Republice Litewskiej spotykają się też z problemami w sferze edukacji. Co prawda w kraju naszych sąsiadów istnieją polskie szkoły podstawowe oraz gimnazja, ale często nie są one wystarczająco dofinansowane. Oprócz tego, litewski rząd stale podejmuje decyzje o likwidacji polskich placówek edukacyjnych. Ministerstwo Oświaty podkreśla, że w niektórych polskich szkołach jest zbyt mało uczniów, aby można było je utrzymywać z funduszy publicznych. Niestety to nie koniec utrudnień związanych ze szkolnictwem, które od lat poddawane są licznym próbom – od likwidacji egzaminu maturalnego z języka polskiego, przez wprowadzenie języka litewskiego jako wykładowego dla niektórych przedmiotów w polskich szkołach, po kolejne rozszerzenie programu nauczania w języku litewskim.

„Czujemy się tu jak ludzie drugiego gatunku!” – mówią nasi rodacy mieszkający na Łitwie. Mówili to samo też Polacy na Ukrainie. Największym problemem Polaków na Ukrainie jest nietolerancja ze strony nacjonalistów ukraińskich, którzy jeszcze niedawno mówili o polsko-ukraińskim braterstwie i podkreślali wspólne interesy. Teraz organizują antypolskie marsze i podgrzewają atmosferę skandując „Lwów nie dla polskich panów”, „Pamiętajcie obcy tu rządzą Ukraińcy”, „Kim jesteśmy? Ukraińcami! Czego chcemy? Siły!”, „Nasza ziemia – nasi bohaterowie”.

Ukraińcy fałszują historię zacierając ślady polskości na terenie obecnej Ukrainy, dlatego nasi dzieci nie uczą się prawdziwej historii. Zdaniem Ukraińców, Lwów wybudował Bohdan Chmielnicki i przez cały czas Lwów był ukraiński, tylko okupowany w latach 1918–39 przez Polaków. To jeszcze nie wszystko…W niektórych wypadkach po prostu brakuje słów! W polskiej szkole nr 10 we Lwowie widnieje popiersie Szuchewycza. „[Po to] żeby Polacy pamiętali kim jest ich pan. Tak oni [Ukraińcy] sobie to tłumaczą”– mówiła Polka pochodząca ze Lwowa, Ewelina Podgórna. MSZ nie reaguje.

Zagrożony również język Polski. Ukraińcy domagają się, żeby zabronić w polskich szkołach języka polskiego jako języka wykładowego. Na szczęście dotąd to się nie udało, ale zabronili w sklepach nawet, gdzie sprzedawca zna język polski,  odpowiadać po polsku nawet do turystów. Język polski jest duszony, żeby go nie rozpowszechniać.

Polacy przyjeżdżający do Lwowa mogą czuć się w nim bezpiecznie, ale tylko pod warunkiem, że nie będą afiszować swojej polskości czy np. skandować haseł przeciwko Stepanowi Banderze, liderowi OUN, ponieważ mogą być zaczepki ze strony nacjonalistów ukraińskich, jeśli Polak idzie w jakiejś patriotycznej koszulce.

„Polakiem jest każda osoba lojalna wobec Rzeczypospolitej i wobec swoich współobywateli. Każdy, kto ma Polskę w sercu” – mówił wczoraj Prezydent Duda. Niestety MSZ Polski nie myśli o tym. Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz zamiast twardo domagać się od Ukrainców i Litwinów prawdy historycznej i szacunku dla swoich obywateli tylko ich głaszcze. Sytuacja mniejszości polskiej na Litwie i Ukrainie do tej pory jest nierozwiązywalną. Czy to znaczy że Polacy mieszkający poza granicami Polski są niepotrzebni naszemu rządu?

HANA KRAMER

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*